Obudziła mnie ciemność
Poczułam jej zgniły cierń
Tak blisko mojego serca
Obudziłam go ja
Jego sześcioliterowe imię
Strach
Niczym martwy koń
W ostatnim śmierci tańcu
Ruszył przez suche ścieżki mych żył
Skostniałymi palcami pierwszej miłości
Objął mą wątłą szyję
Kamiennymi szponami wbił się w bladą skórę
Cicho zaintonował
Starą pieśń bogów
Co umarli dla nieba i piekła
Sczerniałymi wargami pozdrowił
Wilczy skowyt mej krwi
Płacząc wraz z nią
Uśmiechnął się
Odsłaniając połacie zaprzepaszczonych dni
Które co noc zabierał mi
I gorzkim jak każda noc
Pocałunkiem krwi
Odebrał kolejny z nich.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz